Raport, który mógł zatrzymać godzinę „W”. Czy spóźniony szef wywiadu mógł ocalić tysiące warszawiaków?
31 lipca 1944 roku w konspiracyjnym mieszkaniu przy ulicy Pańskiej 67 zapadła decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. Po otrzymaniu wiadomości o sowieckich czołgach zbliżających się do Warszawy gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał rozkaz rozpoczęcia walk. Niedługo później na miejsce dotarł szef wywiadu Armii Krajowej, płk Kazimierz Iranek-Osmecki, z informacjami, które podważały podstawę podjętej właśnie decyzji. Czy gdyby zjawił się wcześniej, udałoby się odroczyć godzinę „W” do momentu upewnienia się co do wydarzeń na froncie wschodnim i uchronić tysiące ludzi przed śmiercią oraz cierpieniem zadanym przez niemieckich zbrodniarzy?
31 lipca 1944 roku narada odbyła się dwukrotnie.
Podczas porannej odprawy nie podjęto decyzji o rozpoczęciu walk 1 sierpnia. Niemiecka obrona na prawym brzegu Wisły nie została wyraźnie przełamana, a sytuacja na froncie pozostawała niejasna. Powstanie miało wybuchnąć dopiero wtedy, gdy odwrót Niemców będzie oczywisty, a wejście Armii Czerwonej do Warszawy stanie się kwestią godzin.
Po południu ścisłe dowództwo AK ponownie zebrało się w konspiracyjnym lokalu przy ulicy Pańskiej 67. Było to zwyczajne mieszkanie w przedwojennej kamienicy. Uczestnicy przychodzili osobno, część z nich w robotniczych ubraniach, aby nie zwrócić uwagi niemieckich patroli.
W pokoju znajdowali się między innymi komendant główny AK gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, szef sztabu gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz” oraz gen. Leopold Okulicki „Kobra”. W sąsiednim pomieszczeniu czekał Delegat Rządu na Kraj Jan Stanisław Jankowski „Soból”. Na spotkanie nie dotarła jeszcze jedna z najważniejszych osób: szef wywiadu Komendy Głównej AK, płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller”.
Meldunek „Montera” zmienia wszystko
Około godziny 17.30 na Pańską przybył komendant Okręgu Warszawskiego AK, płk Antoni Chruściel „Monter”. Przyniósł wiadomości, które zostały odebrane jako potwierdzenie, że nadszedł długo oczekiwany moment. Z jego meldunku wynikało, że wojska sowieckie znalazły się na bezpośrednich przedpolach Pragi. Czołgi Armii Czerwonej miały być widziane bardzo blisko miasta, a wejście jej oddziałów do prawobrzeżnej Warszawy mogło nastąpić w ciągu kilku godzin.
„Monter” nie obserwował tych wydarzeń osobiście. Przekazywał meldunki napływające z terenu. Doniesienia nie były całkowicie bezpodstawne — pojedyncze wozy pancerne pojawiły się między innymi w rejonie Zerznia, Międzylesia i Wawra, niedaleko Wisły. Były to jednak wysunięte elementy sowieckiej awangardy, a nie główne siły, które przełamały już niemiecką obronę Pragi. Z prawdziwych, lecz fragmentarycznych informacji wyciągnięto zbyt daleko idący wniosek.
W mieszkaniu przy Pańskiej meldunek „Montera” został odebrany jako sygnał, że dalsze oczekiwanie może oznaczać utratę ostatniej szansy na samodzielne wystąpienie Armii Krajowej. Po uzyskaniu zgody Delegata Rządu gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał rozkaz: Powstanie Warszawskie rozpocznie się następnego dnia, 1 sierpnia, o godzinie 17.00.

Szef wywiadu dociera po zakończeniu narady
W tym samym czasie płk Kazimierz Iranek-Osmecki zmierzał na Pańską. Według późniejszych relacji po drodze natrafił na niemiecką blokadę. Musiał zmienić trasę i nadłożyć drogi. Gdy wreszcie dotarł do mieszkania, większość uczestników narady zdążyła się już rozejść. Spotkał tam gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora”.
Szef wywiadu miał informacje zdecydowanie mniej optymistyczne niż te, które przedstawił „Monter”. Z meldunków jego siatki wynikało, że niemiecka obrona na prawym brzegu Wisły nie została przełamana ani nie znajdowała się w stanie załamania. Silne zgrupowanie pancerne pozostawało natomiast gotowe do kontruderzenia. Kiedy dowiedział się, że rozkaz został już wydany, miał powiedzieć dowódcy wprost:
„Popełnił pan błąd, panie generale”.
Zgodnie z późniejszą relacją Iranka-Osmeckiego „Bór” był wyraźnie poruszony. Uznał jednak, że na odwołanie decyzji jest już za późno, ponieważ „Monter” opuścił mieszkanie i prawdopodobnie uruchomił system mobilizacyjny.
Czy „Bór” znał ostrzeżenia wywiadu?
Historię tę często przedstawia się jako dramatyczny zbieg okoliczności: późniejsze przybycie szefa wywiadu sprawiło, że nie zdołał on osobiście przedstawić swoich informacji przed wydaniem rozkazu. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana.
W kalendarium Muzeum Powstania Warszawskiego zaznaczono, że podczas popołudniowej odprawy do dowództwa dotarł meldunek Iranka-Osmeckiego o przerzuceniu na Pragę niemieckiej Dywizji Pancernej „Hermann Göring”. Nie można więc twierdzić, że dowódcy nie wiedzieli nic o niemieckich odwodach. Dysponowali jednak sprzecznymi informacjami i nadali im różną wagę. Zabrakło samego szefa wywiadu, który mógł osobiście przedstawić pełny obraz sytuacji, zakwestionować interpretację meldunku „Montera” i zażądać sprawdzenia doniesień o rzekomym załamaniu niemieckiej obrony.
Dramat tej narady nie polegał więc wyłącznie na braku osobistej relacji szefa wywiadu. Decyzję podjęto w bardzo wąskim gronie, pod ogromną presją czasu i na podstawie informacji, których nie zdążono dostatecznie zweryfikować.
Czy rozkaz naprawdę był już nie do cofnięcia?
Po opuszczeniu Pańskiej „Monter” udał się do konspiracyjnej kancelarii Okręgu Warszawskiego AK przy ulicy Filtrowej 68. Tam około godziny 19.00 podpisał rozkaz mobilizacyjny. „Bór” był przekonany, że machina została już uruchomiona, a próba jej zatrzymania doprowadzi do chaosu. Tymczasem łącznicy mieli bardzo niewiele czasu przed rozpoczynającą się o godzinie 20.00 godziną policyjną. Przekazywanie rozkazu trwało jeszcze następnego ranka, kiedy na miasto wyruszyły łączniczki alarmowe. Nie wszystkie oddziały mogły więc zostać powiadomione natychmiast.
Odwołanie decyzji niewątpliwie byłoby niezwykle trudne. Mogło doprowadzić do częściowej dekonspiracji, wydania sprzecznych rozkazów i samorzutnych starć z Niemcami. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że było już całkowicie niewykonalne. W chwili rozmowy „Bora” z Irankiem-Osmeckim przekazywanie rozkazu dopiero się rozpoczynało i miało trwać jeszcze następnego dnia. To właśnie czyni te kilkadziesiąt minut tak dramatycznymi.
Czy raport mógł ocalić tysiące ludzi?
Nie da się uczciwie stwierdzić, że wcześniejsze przybycie Iranka-Osmeckiego na pewno zatrzymałoby Powstanie Warszawskie. Decyzja o walce była wynikiem wielu czynników: sytuacji politycznej, zbliżania się Armii Czerwonej, obawy przed przejęciem Warszawy przez władze podporządkowane Moskwie oraz przekonania części dowódców, że dalsze czekanie pozbawi Armię Krajową możliwości wystąpienia jako gospodarz polskiej stolicy. Nie wiadomo również, czy rozkaz zostałby całkowicie odwołany, czy jedynie odroczony o jeden lub kilka dni.
Można jednak przypuszczać, że bezpośrednie przedstawienie informacji i oceny szefa wywiadu przed podjęciem decyzji mogło doprowadzić przynajmniej do jej odroczenia. Dodatkowy czas pozwoliłby sprawdzić, czy Armia Czerwona rzeczywiście przełamała obronę Pragi i czy Niemcy naprawdę przygotowują się do odwrotu.
Następnego dnia do punktów koncentracji zdołała dotrzeć tylko część warszawskich oddziałów AK. Tylko niewielka część żołnierzy dysponowała pełnowartościową bronią palną, a zapasy amunicji przygotowano na krótką walkę, nie na wielotygodniową bitwę o miasto. Tysiące młodych ludzi ruszyły o godzinie 17.00 do ataku, wierząc, że niemiecka obrona znajduje się na skraju załamania, a wojska sowieckie lada chwila wkroczą do Warszawy.
Tak się nie stało.
Rozpoczęła się trwająca 63 dni walka, prowadzona bez oczekiwanego wsparcia Armii Czerwonej. Niemcy dysponowali ogromną przewagą, a skierowane przeciwko miastu formacje dopuściły się masowych zbrodni na ludności cywilnej. Szczególnie potworny charakter przybrały mordy na Woli, gdzie mieszkańców zabijano w mieszkaniach, piwnicach, na podwórzach i ulicach. Odpowiedzialność za te zbrodnie ponoszą niemieckie władze oraz wykonujące ich rozkazy oddziały SS, policji, Wehrmachtu i formacje kolaboracyjne.
Analiza decyzji dowództwa AK nie umniejsza bohaterstwa Powstańców. Nie przenosi również odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie na ich ofiary. Pozwala jednak postawić jedno z najtrudniejszych pytań w historii Warszawy: czy gdyby 31 lipca zaczekano jeszcze kilka godzin, tysiące młodych żołnierzy i mieszkańców miasta mogłyby uniknąć śmierci oraz niewyobrażalnego cierpienia?
Odpowiedzi nie poznamy nigdy.
Pozostaje świadomość, że decyzję o rozpoczęciu największej bitwy w dziejach miasta podjęto bez obecności szefa wywiadu, na podstawie sprzecznych meldunków oraz przy zbyt optymistycznej ocenie tempa sowieckiego natarcia i stopnia załamania niemieckiej obrony.
Pańska 67 dzisiaj
Kamienica, w której odbyła się narada, nie istnieje. Zabudowa ulicy Pańskiej została w 1944 roku niemal całkowicie zniszczona, a powojenna przebudowa centrum Warszawy ostatecznie zmieniła wygląd tej części miasta. Współczesny budynek pod numerem 67 nie jest więc tym miejscem, w którym gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego.

